czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 19.

* oczami Sylvii * 

                - Harry.? Ile razy mam się jeszcze pytać.!- powiedziałam- O czym tak intensywnie myślisz.?
- Tak, tak. Już niedaleko.- odpowiedział bez zastanowienia. 
                Szliśmy ( w ludzkiej postaci ) za Harry'm od godziny. Nie odezwał się do nas słowem, aż do teraz.
                Seth ( wyraźnie rozbawiony sytuacją ) popchnął zamyślonego bruneta. Chłopak z impetem walnął głową w drzewo i upadł na ziemię.
                Szatyn nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
- Seth.!- spojrzałam na niego surowo.
- Oj przestań. Dobrze mu to zrobi.
               Pomogłam Harry'emu wstać. Chłopak spojrzał na mnie wdzięcznie i zwrócił się do Seth'a.
- Dalej jesteś zazdrosny.?- wskazał na mnie. - Myślałem, że już to sobie wyjaśniliśmy. - po chwili dodał.- Ooo... już wiem co jest grane.!- poruszył zabawnie brwiami.
               Seth rzucił się na Harry'ego z pięściami. Oboje sturlali się po zboczu górki i zniknęli mi z oczu.
- Z nimi, to jak z dziećmi.- westchnęłam i ruszyłam przed siebie.

* Oczami Dalii * 

               Obudziłam się na fotelu w jasnym pokoju.
               Ściany były koloru beżowego, a meble miały odcień kawy z mlekiem. Fotel na, którym siedziałam był skórzany i bardzo wygodny.
              Na drugim końcu pokoju siedział Conor wpatrując się we mnie.
- Czego chcesz.?- spytałam wrogo.
- Niczego. Pomyślałem, że nie miło się siedzi w celi.- powiedział z... czułością.!?
- Hahahaha... Takie bydlaki jak ty nie robią nic dobrego.- wyśmiałam go.
- Ludzie się zmieniają Dalio.- powiedział spokojnie.
- Właśnie ludzie, nie istoty nadnaturalne. Więc mów czego chcesz.!- podniosłam głos.
               Conor podniósł swoje cztery litery i podszedł do mnie.
               Położył dłonie na oparciu fotela i niebezpiecznie zbliżył swoją twarz do mojej. Co on kombinuje.? 
               Nagle poczułam jego zimne usta na moich. No nie.! Teraz to ten idiota przesadził.!! Za nic w życiu nie miałam zamiaru odwzajemniać jego '' pocałunku ''
               Wykorzystałam chwilę, jego nieuwagi i odepchnęłam go od siebie z całej siły.

               Conor poleciał na szklany stół, który o dziwo nie roztrzaskał się. Szybko rzuciłam się do wyjścia. Kopniakiem otworzyłam drzwi. Musiałam wybrać czy skręcam w prawo czy w lewo.
               Szybko skręciłam w prawo. Były tam tylko jedne drzwi i do tego zamknięte. 
- Zły wybór złotko.- Usłyszałam za sobą oschły głos.
               Conor odwrócił mnie tak, że byłam twarzą do niego. Złapał mnie za szyję i uniósł do góry.
- Mów gdzie jest Archanioł Stella.!
- O Stelli nie ma.? I dobrze wam tak.!
- Mów gdzie ona jest.!- wrzasnął potrząsając mną.
- Nie wiem.!
               W tej chwili Archanioł zamachnął się i poczułam potężne uderzenie w żuchwę.
               Conor mnie puścił i poleciałam za ziemię. Zaczęłam pluć krwią na jego stopy i białe spodnie.
               Skrzydlaty frajer złapał mnie za włosy i zaczął iść w stronę piwnicy nie zważając na moje wrzaski. 
              Kiedy dotarliśmy do piwnicy idiota uniósł mnie za loki tak, że spojrzałam mu w oczy. Wykorzystałam moment i naplułam mu na twarz. Conor spojrzał na mnie z furią w oczach.
- A teraz nędzna szmato już NIGDY stąd nie wyjdziesz.!- oznajmił wściekły.- Zdechniesz tu z głodu.
             Wrzucił mnie niedbale do celi i odszedł, a ja zaniosłam się płaczem.
             Rozważałam myśli o samobójstwie poprzez zbyt długie trzymanie krat. 
             Podjęłam już decyzję...

                     <<~~>>
I co sądzicie o tym rozdziale.? Miałam go wpisać wcześniej, ale nie było czasu bo trzeba było się uczyć ;(. Pamiętajcie prosta zasadę czytasz=komentujesz. Bardzo dziękujemy tym dziewczynom co na bieżąco czytają i komentują naszego bloga. Troszkę krótki wyszedł. No niestety jakoś tak. xd  Pozdrawiamy ;) 

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 18.

 *Oczami Silvii *

              - Raz... Dwa... Trzy.!- Chłopcy pociągnęli przeklętą kratę i gwałtownie odskoczyli poparzeni prądem.
- Mówię wam. Idźcie beze mnie.- Nie słuchali mnie.- To bez sensu.!
- Raz...Dwa... TRZY.!!- krzyknęli razem.
               Krata zaskrzypiała, a chłopcy nie puszczali jej. Napierali na nią z całych sił. Pręty ugięły się i cała konstrukcja powoli wpadała do celi.
- Odsuń się.!- krzyknął przejęty Seth.
               Posłusznie podbiegałam do ściany i przyległam do niej.
               Krata upadła na ziemię z głośnym hukiem, wzbierając w powietrze pył.
              Po chwili poczułam, że ktoś mnie przytula.
- Nic ci nie zrobili.?- spytał zatroskany Seth patrząc mi w oczy.
- Nie. Dziękuję.- odpowiedziałam.
               Oboje wyszliśmy z celi, a ja podeszłam do Harry'ego i pocałowałam do w polik.
- Dziękuję Harry.
- Nie ma za co.- odpowiedział chłopak.
                Zauważyłam, że policzki Loczka przybrały czerwony kolor. Chłopak zorientował się, że patrzę na jego twarz więc zakrył ją dłońmi i odwrócił się i spojrzał na Seth'a.
- Oooo... Ktoś się złości.!- powiedział wesoły brunet.
                Seth stał oparty o ścianę z napiętymi mięśniami twarzy.
- Chłopak się złości, bo nie dostał buziaka. Hahahaha... Nie zasłużyłeś.! Nawet nie masz tyle siły, by popchnąć głupią żelazną kratę...- Seth podszedł do Harry'ego i zamachnął się, by walnąć go pięścią w twarz.
                Po chwili chłopaki już leżeli na ziemi i okładali się pięściami.
- Odszczekaj to.- mówił Seth.
- Chciałbyś.- odpowiedział Harry.
               Przeszłam obok nich i kierowałam się w stronę wyjścia.
- Czekam na zewnątrz. Przyjdźcie, gdy skończycie.- rzuciłam nie oglądając się.
               Po moich słowach chłopaki szli już za mną popychając się i śmiejąc.
                            * * *
               Wyszliśmy z zamku i kierowaliśmy się w stronę lasu.
- Więc... Dziękuję Vi za informacje.- rzucił Harry.- Poszukam Dalii i się z wami skontaktuję.
              Brunet szykował się do odejścia, ale zatrzymałam go.
- Idziemy z tobą.

* Oczami Dalii *

              Siedziałam na moim '' łóżku '', które znajdowało się przy ścianie. W tej celi, w której teraz się znajduję było czyściej niż w poprzedniej, przynajmniej tyle dobrego.
              Od paru dni nic prawie nie jadłam, co najwyżej jakieś pomyje.
              Wyglądałam prawie jak żywa imitacja kościotrupa.
              Nawet nie próbowałam się przemienić bo szkoda mi było cennej energii. 
              Najbardziej martwił mnie fakt, że Harry nie żyje. Na tę myśl znowu po mojej twarzy pociekły świeże łzy. Pewnie niedługo sama umrę z głodu. Nie chciałam umrzeć, a na pewno nie w taki sposób. Ale są też też plusy, jak umrę będę z Harrym.
              Moje rozmyślanie przerwało skrzypienie drzwi.
              Nagle przed moją celą stał Conor.
- Mój tata cię dorwie i obedrze z tych obrzydliwych skrzydeł.- powiedziałam z nienawiścią.
- Nie liczyłbym na to złotko. Bo niby skąd twój ojciec będzie wiedział, że to ja cię przetrzymuję.- oznajmił z kpiną w głosie.
- Krwiopijcy mu powiedzą. Są słabi psychicznie.- rzekłam wstając i podchodząc do krat.
- Może i oni są słabi, ale nim Lucyfer zareaguje to ciebie już nie będzie.- powiedział z lekkim uśmieszkiem.
- Nie bądź taki pewny siebie.- syknęłam w jego stronę.
             Archanioł włożył rękę do mojej celi i złapał mnie za szyję. 
- Bo co mi zrobisz.?- rzekł z kpiną i lekkim rozbawieniem.- Jesteś na to za słaba.
             Nagle przez moje ciało przeszedł silny prąd.
             Po chwili obraz zaczął mi się rozmazywać. Przed utratą przytomności usłyszałam donośny śmiech Conora, który odbił się echem w mojej głowie.

                           <<~~>>
I jak.? Podoba się wam.? Liczymy na szczere opinie. i Życzymy wszystkim miłego tygodnia w szkole ;) 

niedziela, 4 maja 2014

Liebster Award.!!

Zostałyśmy nominowane przez: http://mi6andonedirection.blogspot.com/ Dzięki wielkie ;3

Nominację do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 blogów
(informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


1. Jak masz na imię.?
Sylwia i Dalia.


2. Ulubiony kolor.?
S: Zielony ;3  D: Fioletowy ;)

3. Idol numer jeden.?
One Direction ;3

4. Rzecz po Twojej lewej posłuży Ci za broń podczas ataku Zombie. Co to.?
S: Pusta przestrzeń xd  D: Fotel ;3

5. Masz jakieś płyty.? Jeżeli tak to ile/ lub jakie.?
S: Dużo, ogólnie filmy i gry ;3  D: Dużo, ogólnie filmy i muzyka ;)

6. Masz jakiegoś zwierzaka.? 

S: psa i 4 koty ;3  D: psa i kota ;)

7. Co jest lepsze: Igrzyska Śmierci czy Zmierzch.?
Zdecydowanie Igrzyska Śmierci ;p 


8. Ulubiony sport.?
Jazda na rolkach.

9. Wymarzone miejsce na wakacje.?

S: Egipt ;3  D: Hiszpania i Machu Picchu ;)

10. Gdybyś mogła/mógł urodzić się w wybranym przez Ciebie czasie i miejscu, gdzie i kiedy chciałabyś/chciałbyś żyć.?
Dobrze jest tak jak jest. ;3


11. W jakiej szkole i klasie obecnie się uczysz.?
II gimnazjum ;p 

Nominowani:
1. http://czego-oczy-nie-widza.blogspot.com/ 

2. http://themoordeath.blogspot.com/
3. http://i-jego-zielone-oczy.blogspot.com/
4. http://between-love-and-hate-is-a-fine-line.blogspot.com/
5. http://lovespoonlikeliam.blogspot.com/
6. http://imagin1d.blogspot.com/

7. http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/
8.    http://just-you-and-one-direction.blogspot.com/
9.    http://dontforgetwhereyoubelong10.blogspot.com/
10. http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/
11. http://lovee-story-for-us.blogspot.com/

Pytania:

1. Jak masz na imię.?
2. Kolor pościeli.?

3. Ulubione powiedzonko z dzieciństwa.?
4. Śpisz z misiem.?
5. Zainteresowania ( min 2 ;p ).?
6. Słodycze czy owoce.?
7. Miasto czy wieś.? 
8. Czy chciałabyś/chciałbyś być robotem.?
9 Jak sądzisz, istnieją kosmici.?  
10. Gdybyś mogła/ mógłbyś być zwierzakiem, to jakim.?
11. Jakbyś mogła/ mógł w wieku 95 lat ( jeżeli dożyjesz xd ) polecieć w kosmos. Poleciałabyś/ poleciałbyś.?

Okej no to tyle ;p 

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 17.

* Oczami Harry'ego *

            Stałem przy biurku Damona w jego gabinecie. Byłem bardzo ciekawy co ma do powiedzenia.
- Co cię tu sprowadza Łowco.?- spytał podejrzliwie.
- Co robiliście w lesie niedaleko jeziorka.?
- Nie było nas tam.- odpowiedział szybko.
- Hmmmm... jeżeli was tam nie było, to wytłumacz mi, dlaczego czuć tam wyraźny smród Krwiopijców.- zapytałem spokojnie.
- Zapewne mała grupka udała się na polowanie.- oznajmił lekko zaniepokojony.
- To po co była im tam łopata.?
- Może musieli coś zakopać. Nie wiem co im przyszło do głowy.
- To ja ci powiem co im przyszło do głowy.- powiedziałem rozsiadając się na wygodnym, skórzanym fotelu.- Twoi Krwiopijcy zaczaili się w lesie na Dalie. Ale niestety wynikły małe komplikacje i zjawił się tam biały Wilk. A wy walnęliście oby dwie dziewczyny łopatą w głowę po czym wyrzuciliście ją niedbale w krzaki.        
           Patrzyłem z aprobatą na wyraźnie zaskoczonego Damona.
- Jak do tego doszedłeś.?- zapytał rozzłoszczony.
- Nie twój interes.- odpowiedziałem stanowczo po czym wstałem.
            Nachyliłem się nad biurkiem.
- A teraz mów, gdzie jest córka Lucyfera.- rozkazałem groźnie.
- Nic ci nie muszę mówić.- odpowiedział szybko.
            Złapałem Krwiopijcę za szyję i uniosłem nad biurkiem po czym przycisnąłem go do ściany.
- Odpowiadaj na moje pytanie.
            Damon próbował uderzyć mnie w brzuch, ale go uprzedziłem. Złapałem jego dłonie i przycisnąłem do ściany nad jego głową.
- No odpowiadaj.!- Ścisnąłem go za szyje.
- Ja tylko wykonuje zadanie.- wydyszał.
- Jakie.?
- Tego ci nie powiem... Nie mogę.
- Gadaj jakie i dla kogo.- Rozkazałem ściskając mu mocniej szyje.
- Conor... kazał...dostarczyć...- powiedział po czym zemdlał.
            Puściłem go, po czym jego bezwładne ciało osunęło się na ziemię.
            Skup się Harry.!! Kogo mógł chcieć Conor.? Silvię czy Dalię.??
            Po mojej decyzji, że muszę udać się do lochów, po cichu wyszedłem z gabinetu Damona. Kierowałem się w prawo do głównego holu. 
            Jak już tam dotarłem, zobaczyłem strażnika. Szybko schowałem się do korytarza, który był niedaleko niego.
            Zaczaiłem się i czekałem aż Krwiopijca stanie tyłem do mnie.
            Kiedy już podszedł zamachnąłem się i uderzyłem go w skroń. Jego tłuste cielsko osunęło się na ziemie.
            Szybko zacząłem biec w stronę żelaznych drzwi. Otworzyłem ciężkie wrota, które zaczęły skrzypieć. Tylko nie TO.!
            Po chwili stresu byłem już na schodach prowadzących w dół do lochów. 
- Co ty tu robisz i kim jesteś.- spytał oschle strażnik, który stanął mi na drodze.
- Jestem Łowcą i przyszedłem po więźnia, którego porwanie wam zleciłem.- odpowiedziałem pewny siebie.
- Tędy.- Pokazał mi strażnik.
- No przecież wiem.- odpowiedziałem zirytowany.
            Chodziłem od celi do celi, ale nigdzie nie było Dalii, nawet jej tu nie czułem.
            Po środku korytarza wyłapałem znajomy zapach to... Silvia.!
            Podszedłem do źródła zapachu.
- Silvia, to ty.?- spytałem niepewny.
- H-h-harry.? To ty żyjesz.?- usłyszałem zapłakany głos. Po czym dziewczyna podeszła do krat.
- Tak, a czemu pytasz.?
- Bo Dalia powiedziała, że nie żyjesz.
- Jest tu Dalia.!?- szybko spytałem z nadzieją.
            Silvia posmutniała, a po jej twarzy pociekły świeże łzy.
- Nie ma jej tu.
- To gdzie jest.?
- Nie wiem. Niedawno jakiś czarny frajer tu przyszedł i ją zabrał.
- ŻE CO.!- wrzasnąłem wściekły.- Tylko nie to.! Zabije Conora.!
- TO ON.!? Skąd wiesz.?- spytała VI.
- Damon mi powiedział. 
- Tak mi przykro.- powiedziała smutna.- Robiłam co mogłam.
- Rozerwę te kraty i będziesz wolna.
             Podszedłem bliżej i złapałem za pręty.
             Przez moje ciało przeszedł dziwny prąd, który odepchnął mnie tak, że plecami walnąłem w kraty celi, która była naprzeciwko Sylvii. Odszedłem od tego diabelstwa i podszedłem do celi Vi, która nie mogła powstrzymać śmiechu.
             Już miałem coś powiedzieć, ale usłyszałem dźwięk padającego ciała na ziemię.
             Spojrzałem w tamtą stronę.
             Tam stał Seth.

* Oczami Silvi *
         
             Harry odwrócił się w stronę wyjścia z korytarza.
- Wiedziałem, że to ty coś jej zrobiłeś. Śledziłem cię.- Usłyszałam głos Seth'a
- Seth.!- krzyknęłam.
            Chłopak powoli zbliżał się do Harry'ego zaciskając dłonie w pięści.
- Seth, uspokój się.- mówiłam. - Seth...
- Jak mam się uspokoić.!? Ten frajer zlecił Krwiopijcą, żeby cię porwali.!- krzyczał.
- Seth, to nie on.- powiedziałam spokojnie.- Wydaje mi się, że Wielki Pan Lucyfer ma niepozałatwiane sprawy. Chodziło im o Dalię. Spotkałyśmy się przez przypadek, gdy szłam na spotkanie.- spojrzałam znacząco na Seth'a- Wtedy nas napadli. A teraz, zanim przyszliście nie dałam rady jej obronić. Sparaliżował mnie, nie mogłam się ruszyć.- mówiłam, a po mojej twarzy spływały świeże łzy.- TO moja wina. Prze ze mnie jej tu nie ma.
- To nie twoja wina.- powiedział Harry.- A tak w ogóle, czym są naprądowane te kraty.?
- Anielska moc.- powiedziałam przez łzy.
- Szlag.- powiedzieli równo chłopcy.
- Spokojnie Silvia, wyciągniemy cię stąd.- zapewnił mnie Harry.

                          <<~~>>
I jak podoba się.? Wielka prośba czytasz=komentujesz. Wiemy ile osób czyta bloga i nie komentuje go. Troszkę to nie fajne więc prosimy te osoby żeby też komentowały, dużo to dla nas znaczy ;)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 16.

*Oczami Harry'ego*

         Staliśmy naprzeciwko siebie gotowi do ataku. Czekałem, aż czarny wilk rzuci się na mnie, ale nic się nie działo.
          Ja napewno nie miałem zamiaru walczyć. Miałem ważniejsze rzeczy do zrobienia.
         Zmieniłem postać na ludzką tym samym pokazując, że nie mam złych zamiarów.
           Wilk zlustrował mnie wzrokiem, po czym też zmienił postać na ludzką.
          Moim oczom ukazał się szatyn z czarną bluzką opinającą umięśniony tors.
- Co ty tu robisz.? - zapytał oschle.
-Mam zadanie do wykonania. - powiedziałem.
       Szatyn zlustrował mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Jakie.? - spytał nieufnie.
- Nie twój interes. - odpowiedziałem znaczącą. - A ty.? Co tu robisz.?
- To samo co ty. Mam zadanie do wykonania. - rzucił.
- A jakie.? - spytałem z lekkim uśmieszkiem.
- Nie twój interes. - odparł roześmiany szatyn.
- Harry jestem, a ty.? - zapytałem wyciągając do chłopaka rękę.
- Seth. - Uścisnął moją dłoń.
- Muszę już iść. - powiedziałem odchodząc.


                           * * *

            Podążałem za smrodem Krwiopijców, który doprowadził mnie do urwiska. Domysliłem się, że była to zmyłka. Jak mogłem się dać tak nabrać.?!
            Uspokoiłem się i skupiłem.
            Wróciłem do lasu szukając miejsca, gdzie się rozdzielili.
           Po pewnym czasie znalazłem się niedaleko wyschniętego koryta rzeki. Czułem tu intensywny odór Krwiopijców.
              Strasznie martwiłem się o Dalię. Jak pomyślę, że ktoś może ją tam skrzywdzić, to osobiście temu komuś nogi z dupy powyrywam.
           Stałem pod szarym, ogromnym zamkiem z wrogim nastawieniem.
         Z budynku, pewnym krokiem w moją stronę szedł jeden z głównych dowodzący - Damon.


*Oczami Silvii*

             Ze snu wybudziły mnie głosy skandujących więźniów i dźwięk przekręcanego w zamku klucza.
            Otworzyłam zaspane oczy i gwałtownie wstałam z "łóżka", gdy zobaczyłam, jak jakiś koleś wpycha Dalię do mojej celi.
           W ciemnym pomieszczeniu nie widziałam jej twarzy, ale wydawało mi się, że płacze.
            Gdy wartownik się oddalił, a krzyki więźniów ustały, dziewczyna podeszła do mnie. Cała się trzęsła.
- Zabili go Vi. - mówiła przez łzy.
- Ale kogo.? - zapytałam zdziwiona.
           Dalia spojrzała na mnie swoimi napuchniętymi od płaczu oczami.
- Zabili Harry'ego.!
          Dziewczyna upadła na kolana i schowała twarz w dłoniach.
          Podeszłam i przytuliłam ją.
- Nic ci nie zrobili.? - szepnęłam delikatnie.
          Dalia przecząco pokręciła głową.
          Głęboką ciszę przerywał miarowy dźwięk kroków stawianych na korytarzu. Odgłosy stawały się coraz donośniejsze, aż nagle ucichły tuż przy naszej celi. Obawiałam się najgorszego.
            Spojrzałam na kratę, przy której stała czarna, masywna postać.
           Podniosłam się z ziemi i podeszłam do.wyjścia.
- Nawet nie waż się tu wchodzić.!!! - krzyknęłam.
          Facet odwrócił się w stronę naszej celi i otworzył ją.
            Poczułam, że przez moje ciało przechodził ten sam dziwny prąd, jak wtedy, kiedy dotknęłam tej przeklętej kraty. Nie czułam nóg ani rąk.
           Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Ból stawał się nieznośny. Nawet próbowałam krzyknąć, ale z moich ust wydobył się tylko ledwie słyszalny jęk.
           Dalia wykrzykiwała moje imię.
           Momentalnie prąd, który był obecny w moim ciele, zniknął, a ja osunęłam się bezwładnie na ziemię.
            Świat wokół stawał się z każdą chwilą bardZiej szary i niewyraźny.
           Zanim straciłam przytomność widziałam tylko, jak Anioł wyciąga z celi Dalię i oddalają się znikając w ciemnym korytarzu...


                        <<~~>>

Hej. Mamy nadzieję, że nie podoba. ;) Pozdrawiamy. :3

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 15.

*Oczami Harry'ego*

            Gdy wracałem ze sholi moje myśli uciekały do Dalii. Martwiłem się o nią, bo nie było jej dzisiaj na lekcjach.
          Wpadłem na pomysł, że zajdę do niej, ale najpierw musiałem coś zjeść, bo mój brzuch dawał o sobie znać.

***
         Po posiłku musiałem załatwić jeszcze parę spraw, ale po wszystkim kierowałem się w stronę pokoju Dalii.
             Kiedy byłem już na miejscu nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Nadal nie wiem, czy była na mnie zła. A jeżeli tak, to co mam zrobić.?
          Weź się ogarnij Harry.! Po tej myśli niepewnie zapukałem do drzwi. Cisza...
          Zdziwiło mnie to. Już sięgałem do klamki, by otworzyć drzwi.

-Do mnie Łowco.!! Jest bardzo ważna sprawa. - Przerwał mi głos Lucyfera w mojej głowie.
       Trudno. Później tu wrócę.

          Gdy byłem pod drzwiami gabinetu Lucyfera zapukałem i wszedłem do środka.
           Lucyfer siedział niespokojne przy swoim biurku stukając palcami o jego blat.
- Wzywałeś Lucuferze...
- Siadaj. - Wskazał fotel niedaleko siebie. - Musisz natychmiast wykonać bardzo ważne zadanie. - Patrzył na mnie niespokojnie.
- Słucham.? Jakie.? - zapytałem zirytowany
          Spieszyło mi się, bo musiałem porozmawiać z Dalią, więc miałem zamiar się szybko z tym uwinąć.
- Musisz odnaleźć Dalię. Ostatnio wyszła oburzona z pokoju w piżamie. Do tej pory.nie wróciła. Martwię się o nią.
          To co usłyszałem zszokowało mnie. Tylko nie to.
- Natychmiast biorę się za poszukiwania. - powiedziałem szybko wstając.
         Kierowałem się w stronę pokoju Dalii.
- Dziękuję. - usłyszałem za sobą cichy głos Lucyfera.


                           * * *

          Kiedy dotarłem na miejsce zacząłem wyłapywać jej delikatny, siarkowy zapach.
        Udało się.! Zacząłem iść za jej zapachem, który doprowadził mnie do wyjścia z Piekła. No pięknie.! Ciekawe, w co tym razem się wpakowała.?!
           Kierowałem się w stronę jeziorka, ale poczułem, że Dalia szła w innym kierunku. Skupiłem się i próbowałem odtworzyć to, co mogło się tu wydarzyć.
        Wybrałem opcję, że pobiegła przez las.
         Zacząłem iść w tą samą stronę co ona. Głębiej w zaroślach poczułem inny, ale znajomy zapach. Silvia...
         Nagle coś błysnęło w krzakach. Ostrożnie podszedłem. Nie wyczułem żadnego potencjalnego wroga.
        Rozwarłem gałązki, a tam... Łopata.?!
         Wciągnąłem ją i obejrzałem.
         Czułem mocny, wilczy odór, siarkę i... Zapach Krwiopijców.
          Przynajmniej wiem, gdzie mam się skierować.
         Nagle za mną usłyszałem warczenie. Tylko tego mi brakowało.
        Odwróciłem się i ujrzałem Wilka, który szczerzył kły w moją stronę.
- To znowu ty. - powiedziałem przemieniając się...


*Oczami Silvii*

         Obudziłam się w ciemnościach. Jedynym światłem docierającym do mojej celi była ledwo świecąca lampa na korytarzu. W powietrzu unosił się smród stęchlizny.
          Rozejrzałam się wokół. Nigdzie nie było okna. Jedynym wyjściem z pomieszczenia jest żelazna krata zastępująca jedną z czterech ścian. Pff... Z łatwością ją wyważę.
        Wstałam z "łóżka" i podeszłam do kraty. Obejrzałam ją dokładnie. Nie było śladów trucizny, igiełek i tym podobnych.
        Złapałam za pręty i naparłam z całej siły na przeszkodę.
         Przez moje ciało przeszedł dziwny prąd i gwałtownie odsunęłam się od kraty, która zaczęła emanować słabym, jasnym światłem. Co to kurde jest.?! 
- Nie uda ci się. - usłyszałam męski głos dochodzący z ciemności. - To anielska moc.
          Ostrożnie podeszłam do kraty i spojrzałam w obie strony korytarza. Teraz zobaczyłam, że po prawej i lewej stronie jest wiele podobnych cel do mojej.
- Co to jest ta "anielska moc".? - zapytałam, licząc na odpowiedź.
- Ciszej tam.!!! - Usłyszałam kobiecy głos w oddali.
           Z celi, która znajdowała się naprzeciwko mojej wyłoniła się ledwo widoczna postać, którą oświetlała ta głupia, korytarzowa lampa.
- Anielska moc to szeregi zaklęć. Mogą jej używać tylko i wyłącznie Anioły i Archanioły. Inni Nadnaturalni mają zakaz używania jej. Zresztą bardzo trudno jest manipulować anielską mocą. Można ją rzucić na wszystko.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie w ogóle jesteśmy.? - szepnęłam.
- Jesteśmy w celach, pod ziemią.!! A teraz zamknij gębę. Nie jesteś tu sama.!!! - Spojrzałam w stronę, z której dochodził ten głos. Zrobiło mi się trochę głupio.
       Gdy obróciłam głowę w stronę celi naprzeciwko, mężczyzny już nie było.
         Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nigdzie nie ma Dalii. Próbowałam znaleźć ją po zapachu, ale czułam tylko ten okropny smród wilgoci i stęchlizny. Nic poza tym.
         Chciałam się przemienić, by mój zmysł węchu się poprawił, ale nie mogłam. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa.
           Zrezygnowana położyłam się znowu na wiszącym kawałku drewna, który służył mi za łóżko i czekałam na powrót przyjaciółki


                            <<<~~>>>

Hej.!! Przepraszamy za tak długą przerwę. Wielkanoc = spędzenie czasu z rodzinką. ;) Potem były testy klas 3. Cóż... Spędziłam te dni z przyjaciółką ( 2 adminka ). ;D
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. ;3
Mogę zdradzić,, że już niedługo BĘDZIE SIĘ DZIAŁO.!!!
I jeszcze jedna ważna sprawa, a mianowicie - komentarze.!!
Blog funkcjonuje już trochę czasu, mamy ponad 1100 wyswietleń a komentarzy malutko. ;(  Byłoby miło gdybyście chociaż napisali że, przeczytaliście lub zostawili " :) ". Kurcze, to chyba nie jest dużo. Ale cóż... I tak miło, że ktoś czyta. ;D
Pozdrawiamy. ;3

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 14.

*Oczami Dalii*

        Nagle przed nami wyrosła, jakby z ziemi, spora grupka Krwiopijców.
        Jeden z nich niebezpiecznie szybko się do nas zbliżył. Zasyczał wystawiając kły, a ja odruchowo walnęłam go pięścią w twarz. Oczy podeszły mu do góry i zemdlał.
         Wszyscy zebrani patrzyli się na mnie z zaskoczeniem.
- No co.? Chcecie być następni.? - powiedziałam w stronę stworów.
         Po chwili poczułam palący ból. Chyba dostałam łopatą w tył głowy, bo teraz ja zemdlałam...


*Oczami Silvii*

        Krwiopijcy wykręcili mi ręce do tyłu, a Dalia leżała bezwładnie na ziemi.
- Pogrzało was.?! Łopatą w głowę.?! - krzyczałam.
- Zamknij się.! - rzucił jeden.
- Teraz bądź grzeczna i daj nam skosztować twojej krwi...
- Musiałabym najpierw stracić rozum.! - odparłam.
        Cieszy mnie fakt, że wilcza krew działa na te pokraki, gdy jej właściciel dobrowolnie ją odda. Więc mogliby mnie obezwładnić i wypompować ją całą, ale nic by im to nie dało.
- Dajemy ci ostatnią szansę. Dajesz krew i spadasz albo nie dajesz i idziesz z nami. - powiedział zdenerwowany lider grupy.
       Nie powiem. Kusząca propozycja, ale bez Dalii nigdzie nie idę. Dzięki niej żyję. A poza tym polubiłam ją.
- Jeśli ją wypuścisz. - powiedziałam stanowczo.
- Nie ma mowy. Ona jest częścią umowy.! Ciebie nie potrzebujemy.!! - rzucił roześmiany Krwiopijca.
       Lider spojrzał na tamtego, jakby chciał go zabić.
- Później się policzymy. -  Spojrzał znowu na.mnie. - Więc.?
       Bez chwili zastanowienia plunęłam mu w twarz i uśmiechnęłam się szyderczo.
        Chłopak otarł twarz wierzchem dłoni i z całej siły przygrzał mi pięścią w brzuch.
        Jęknęłam z bólu i odruchowo zgięłam się w pół.
         W tym momencie ucisk na moich nadgarstkach zelżał. Szybko wzięłam się się w garść po uderzeniu i wyrwałam się dziewczynie, która mnie do tej pory trzymała i sprzedałam jej porządnego kopa w kolano. Ona upadła na ziemię, a ja obróciłam się i rzuciłam się na.lidera grupy.
       Chłopak, podobnie jak reszta Krwiopijców, był w szoku. Bronił się jak tylko mógł przed moimi ciosami, ale i tak oberwał mocno z pięści w żuchwę.
       Wszystko działo się tak szybko...
       Nagle poczułam ostry ból przeszywający moją czaszkę. Obraz powoli stawał się niewyraźny.

- SETH.!!! - zawołałam w myśli i straciłam kontakt ze światem...
------------------------------------------------
I jak.? Mam nadzieję, że się podoba i zachęcam do komentowania.!
Pozdrawiamy i życzymy wesołych i cieplutkich świąt, smacznego jajka, mokrego dyngusa i ślicznej pogody za oknem...  ;3