poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 25.!!!!

Ważna informacja pod postem.!! ;)


*Oczami Vi*
- Vi!...Vi!... Jesteś gdzieś w pobliżu.? - Usłyszałam cichy głos.
- Dalia.?! ... Pogrzało cię.?! W śro...
- Ciii... Musimy pogadać. - szeptała - To jest bardzo ważne.
         Rozejrzałam się. Wilki widzą doskonale w ciemności, więc nie miałam problemu z rozpoznawaniem kształtów. Dla pewności wsłuchałam się w otoczenie.
- Nikogo nie ma. Mów. - powiedziałam, pospieszając brunetkę.
- Nie tu. - Spojrzała we wszystkie możliwe strony. - Znasz jakąś fajna knajpkę.?
- Jeszcze pytasz.!


***


            Złapałam za mosiężną klamkę drzwi mojej ulubionej kawiarenki. Często przesiadywałm tu z Bellą po lekcjach. Nigdy nie ma wielkich tłumów, a co za tym idzie, można tu w spokoju pogadać.
            Już przy wejściu powitał nas cudowny zapach świeżo zmielonej kawy i wyśmienity zapach najlepszych w dzielnicy ciast.
           


          Ściany w kolorze karmelu świetnie zgrywają się z sufitem o barwie białej czekolady.
          Fotele są ciemniejsze od ścian, są bardzo eleganckie i obrzydliwe wygodne.
           Kolumny tuż przy barku dodają kawiarni uroku, a zdjęcia i obrazy doskonale wypełniają lokal.
          Nakazałam Dalii usiąść gdzieś przy stole w kącie tak, by nikt z zewnątrz nas nie widział. Jeśli to jest aż tak pilne, że nie możemy załatwić tego w lesie, to przynajmniej zachowajmy środki ostrożności.
          W tym czasie podeszłam do lady i zamówiłam nam coś ciepłego do picia. Wybrałam gorąca czekoladę.
- Nie wiem czy lubisz gorącą czekoladę, ale ci wzięłam. - powiedziałam podchodząc do naszego stolika.
- Emm... Dzięki. - rzuciła, odbierając ode mnie kubek.
- Dlaczego się tak denerwujesz.? - zapytałam, popijając smolistą ciecz.
         Dalia złapała swój kubek i przystawiła go do ust, upijając spory łyk czekolady.
- Auuł.!!! - krzyknęła dziewczyna.
        Starałam się zachować powagę, ale zaraz z moich ust wydobył się dziwny dzięki, który był podobny do śmiechu.
- To ne est zabafne.! Boly.!! - mówiła z wywalonym językiem Dalia, powstrzymując się od śmiechu.
          Po chwili śmialiśmy się razem. Nie umknęło mi, że kelnerki również się śmiały z nami.
- Dobra... Dobra koniec śmiechu.
- Okej. - odparłam z bananem na twarzy.
-Mówię poważnie Silvia. - spojrzała na mnie znacząco.
- Więęc... Co  chcesz mi powiedzieć.?
         Dalia wzięła głęboki wdech i ze świstem wypuściła powietrze z płuc.
- Dzisiaj... Dowiedziałam się... Yyy... Nie wiem od czego zacząć.
- Mów jak ci wygodnie, ale zaczynaj już. Proszę.!
- Wolałabym ci to pokazać, ale nie wiem jak. - mówiła. - Posłuchaj. Powiem ci wszystko, ale masz mi nie przerywać, ok.?
- Hmm...
- Vi.!!!
- Okej, Okej. - odparłam.
- Od początku coś mi nie pasowało. Pamiętasz,jak w szpitalu mój ojciec na ciebie patrzył ? - Przytaknęłam. - Później chodził taki... Jakby... Przybity albo zdenerwowany. Lub coś pomiędzy. Najpierw myślałam, że chodzi o Sama, ale nie. Dzisiaj postanowiłam przeszukać jego wspomnienia. Natknęłam się na wspomnienie, które mnie totalnie zamurowało. Opowiem ci w dużym skrócie.
- Ok. - powiedziałam zaciekawiona.
- Więc na początku byliśmy w jakimś domu, w salonie o zielonych ścianach. No i coś tam się działo. Rozmawiali. Mówili coś, że się kochają itp. Później zobaczyłam ojca z dzieckiem na rękach i walizkami przy nogach. Obok stała kobieta o jasnobrązowych oczach z burzą loków na głowie. Ona też miała dziecko na rękach. Z tego co słyszałam miała na imię... Yyy.... Coś na C... Cri...
- Cristal.? - zapytałam wstrzymując oddech.
- Tak.! Dokładnie.! A, jeszcze wcześniej się kłócili. Mówili coś, że one, bo to były dwie dziewczynki, nie mogą się wychować razem. Najgorsze jest to, że one miały nasze imiona. Następnie tata wyszedł z domu z jednym dzieckiem.
         Westchnęłam głęboko. Przez myśl mi nie przeszło, że możemy być... siostrami.
- Czyli nasi rodzice byli razem...
          Spojrzałam na Dalię z przerażeniem w oczach. Brunetka kiwnęła potwierdzająco głową.
- Kurde... Nie wierzę. - jęknęłam.
           Ale kiedy to było.? Może to nie moja mama, nie ja... Może wcale nie jesteśmy siostrami, może oni wcale się nie kochali...
           Wiele pytań kłębiło się w mojej głowie.
- Jedno wiemy na pewno. Jesteśmy siostrami.
- Że też na to nie wpadłam.! Musisz mieć w sobie coś z Wilka. Przecież szybko udało ci się opanować wsłuchanie.! A może możesz zmienić się też w Wilka.!
- Vi. Fantazja cię ponosi. Z resztą nie mam tak wyostrzonych zmysłów jak ty. - odparła.
- To przychodzi z czasem. Spróbować nie zaszkodzi. - powiedziałam z uśmiechem.
- Najpierw dowiedzmy się więcej o przeszłości naszych rodziców.
- Racja. Ale spróbowałabyś mnie nauczyć wnikania w czyjeś wspomnienia.? - zapytałam.z nadzieją.
- Jasne. Spróbuję. - odparła ucieszona.


<~~~>


Hej.!!!! Przepraszamy za opóźnienie. Tak strasznie leń.!!!! :D Długi weekend był, więc korzystałysmy. ;)

To jest koniec pierwszej  części. Niedługo pojawi się druga część. Postaramy się o dłuższe rozdziały. Ale tak, żeby nie było nudno. ;)

Prosimy o komentarze. Bardzo dziękujemy WSZYSTKIM komentatorom.!!!!! Z całego serducha.! Jesteście wspaniałe.
Więc na razie robimy przerwę. Mamy już 1. rozdział 2. części, ale narazie stop. ;/

Życzymy udanych wakacji, wspaniałych wyjazdów, upalnych dni, miło spędzonego czasu z rodzina, przyjaciółmi.
 
Do następnego.!! ;3

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 24 *o*

* Oczami Sylvii *

            - Seth... Jaa...
            Chłopak patrzył na mnie uważnie obserwując każdy mój ruch.
            Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony nie jestem pewna co do swoich uczuć, a z drugiej i tak byśmy nie mogli być razem. Pochodzimy z całkiem różnych watah, a ja w przyszłości mam wyjść za Lex'a.
            Naszą rozmowę przerwało natarczywe pukanie do drzwi.
            Spojrzałam na nie i znów na Seth'a.
- Idę. Uważaj na siebie.- powiedział szatyn i wyskoczył przez okno, które po chwili zamknęłam.
- Proszę.!
            Drzwi powoli otwierały się cichutko skrzypiąc.
            Moim oczom ukazał się tata.
- Nie zamierzam wracać na dół.!- powiedziałam siadając na łóżko i krzyżując ręce na klatce piersiowej. 
- A ja nie mam zamiaru cię do tego zmuszać.- odparł tata siadając obok.
- Dlaczego muszę wyjść za tego matoła.? Nie było nikogo innego.? 
- Kochanie. Musisz zrozumieć. Jesteś betą i to jest twój obowiązek. Ale nie mamy prawa cię do tego zmuszać. Lex jest dobrym chłopakiem, tylko brakuje mu dyscypliny i twardej ręki. Może z czasem się do niego przekonasz.
            Wszystko się we mnie gotowało. Czułam się jak tykająca bomba, która zbliża się do odliczania ostatnich 10 sekund.
- A jeśli ja kocham kogoś innego.!?- Momentalnie zakryłam ręka usta.
            Nie wierzę, że to powiedziałam.! 
- Jest coś, o czym powinienem wiedzieć skarbie.?- zapytał podejrzliwie tata.
- Niee.! Tylko tak powiedziałam.
            Ojciec chyba mi nie uwierzył. Zresztą nie dziwię mu się.
- Dobrze. Wracam pomóc mamie.- powiedział przewracając oczami.
- Ja pójdę spać. Dobranoc.- Uśmiechnęłam się pogodnie do taty.
- Dobranoc.- odparł wychodząc.
            Zgasiłam wszystkie lampy w pokoju i otworzyłam okno.
            Nie mam zamiaru wyjść za Lex'a ani dziś, ani nigdy.
            Usiadłam na parapecie patrząc, czy w pobliżu nie stoi Seth.
            Na moje szczęście Paul, Lex i Seth wrócili tam, skąd przyszli.
            Ostrożnie zsunęłam się z parapetu i po chwili stałam na ziemi.
            Bez namysłu przemieniłam się i rzuciłam się w ciemny las...

* Oczami Dalii ( w tym samym czasie ) *

            Gdzieś tak około 9 wieczorem postanowiłam się dowiedzieć czemu tata tak dziwnie reaguję na Silvię. 
            Musiałam szybko wziąć do roboty póki ojciec chrapał w najlepsze. Już nie wiem co lepsze jego chrapanie czy chrumkanie świni.!? Doszłam do wniosku, że te dwa dźwięki prawie niczym się nie różnią
            No dobra oczyściłam umysł, zrelaksowałam się po czym ruszyłam do roboty moje uśpione zwoje mózgowe.
            Po chwili stałam przed potężną żelazną ścianą w umyśle ojca.
            Troszkę się potrudziłam nim udało mi się ominąć uciążliwą przeszkodę, ale się udało. Byłam w tym coraz lepsza.
            Przede mną był ciąg wspomnień. Szukałam takiego, które mogło mi coś wytłumaczyć, co nie było takie łatwe.
            Wybrałam te wspomnienie, gdzie tata był w pokoju, który widzę pierwszy raz.

* Wspomnienie Lucyfera*

            Nagle znalazłam się w pokoju, który chyba był salonem.
            Pomieszczenie miało zielone ściany, lekko jaskrawe i było wyposażone w ciemnobrązowe meble. Przed kominkiem stały dwa drewniane, bujane fotele. Na jednym z nich siedział tata.
            Ojciec wyglądał na zaniepokojonego, wystraszonego, złego... sama już nie wiem. Na twarzy miał mieszaninę uczuć.
            Moje przemyślenia przerwał tupot stóp, zapewne osoby, która schodziła po schodach.
            Po chwili do salonu weszła kobieta podajże w średnim wieku.
            Nieznajoma miała przyjazną twarz  otoczoną burzą brązowych, kręconych włosów. Oczy miała piwne, ale w pewien sposób wydawały się jaśniejsze niż były.
            Kobieta w pewnym krokiem podeszła do taty.
- Śpią.?- spytał ojciec.
- Tak śpią.
- Cristal.- zaczął niepewnie tata.- nadal jesteś zła.?
           Cristal spojrzała na niego z miłością.
- Nie, nie jestem już zła.- zamyśliła się po czym dodała.- Trzeba coś z tym zrobić. One nie mogą się razem wychowywać. Może coś bardzo złego z tego wyniknąć. Jak Demon ma się wychowywać wśród Wilków.?
- To co proponujesz.?- spytał zmartwiony tata.
- No nie wiem.- po chwili ciszy Cristal powiedziała.- Trzeba je rozdzielić.- oznajmiła stanowczo.
- Ale to są siostry.!
- Zdaje sobie z tego sprawę Lucyferze, ale nie można tego tak zostawić.
- No dobrze, jak nie ma innego wyjścia... Kiedy mamy się wyprowadzić.
- Najlepiej zaraz.- oznajmiła kobieta z dużym bólem w głosie.
- ŻE CO.!?- podniósł głos tata.
- Lepiej jak najszybciej, żeby nie miały żadnych wspomnień.
- A co z nami.?- spytał ojciec lekko zrozpaczony, łapiąc kobietę za dłonie.
- Trzeba będzie zapomnieć o wszystkim co nas łączy.- oznajmiła Cristal ze łzami w oczach.
- Ale ja cię kocham.
- J-ja ciebie też, ale zrobię wszystko żeby nasze córki były bezpieczne, nawet jeżeli będzie to za wysoką cenę.- powiedziała, a po jej twarzy spłynęły łzy.
            Tata delikatnie otarł je kciukami po czym przytulił kobietę. Cristal cicho łkała, wtulona w tatę.
- Cii... będzie dobrze kochanie.
- Wiem, ale pamiętaj nigdy o tobie nie zapomnę, nigdy.
- Ja też o tobie nigdy nie zapomnę. Nie potrafiłbym. Dobrze muszę już iść się spakować.
            Tata wstał i poszedł do góry.

                         *  *  *

            Po podajże 2 godzinach stał ubrany na korytarzu z walizkami i na rekach trzymał małe dziecko, które spało w najlepsze.
- Kocham was i zawsze będę.- powiedział tata całując kobietę, a następnie dziecko, które trzymała Cristal.
           Dziewczynka obudziła się i spojrzała z miłością na tatę tymi swoimi małymi oczkami.
- Też was kocham.
- Opiekuj się Silvią.
- A ty opiekuj się Dalią.- powiedziała kobieta.
           Po wyjściu taty w ciemnym korytarzu na mało widocznej twarzy kobiety, spłynęła jedna, lśniąca łza.
           Nagle poczułam, że coś wyrywa mnie ze wspomnienia.

                          *  *  *

           Kiedy wróciłam do rzeczywistości poczułam, że tata potrząsa mną za ramiona.
- Mów.! Co widziałaś.!?- pytał wściekły.
- Widziałam to co powinnam.!
           Wyrwałam się tacie z uścisku i szybko wstałam z łóżka. Zauważyłam, że mogę chodzić ledwo, ale mogę. 
           Złapałam kurtkę i kierowałam się do wyjścia, kiedy nagle poczułam zaciskającą się rękę na mojej dłoni.
- Co ty sobie myślisz młoda damo.? Nigdzie nie idziesz.!- powiedział stanowczo tata.
- Zostaw mnie.- wyrwałam mu dłoń i spojrzałam na niego z odrazą.- A co ty sobie myślisz.!? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że mam siostrę.!?
- Nie rozumiesz, że to było dla twojego bezpieczeństwa.!?
- Rozumiem, że musiałeś zostawić Cristal i Vi, ale powiedzieć mi mogłeś, że mam siostrę, a nie jak tchórz milczałeś.!!
-...
- Nienawidzę cię.- powiedziałam cicho, po czym wybiegłam z pomieszczenia.
           Wyszłam ze szpitala i stałam chwilę na deszczu.
           Chłodne krople mieszały się z moimi ciepłymi łzami i dodawały mi otuchy. 
           Nagle zerwałam się do biegu. Teraz musiałam porozmawiać z jedną osobą.
           Moją siostrą...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to się trochę porobiło w tym rozdziale. No nie powiem są dosyć duże zmiany w życiu naszych bohaterek. One raczej spokojnego życie mieć nie będą xd.
No dobra:

6 komentarzy = next.!!
Miłego tygodnia ;)

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 23...

* Oczami Dalii *

             - Mówię ci, że to nie jest dobry pomysł.
- W sumie to racja on nie jest dobry... on jest genialny.!!- krzyknął Harry podnosząc mnie z łóżka.
- No dobra niech ci będzie, ale tylko ten jeden raz.- powiedziałam uśmiechnięta.
             Kiedy siedziałam już na wózku inwalidzkim ( przez poparzenia prądem, miałam chwilowe kłopoty z chodzeniem )Harry powoli wyjechał ze mną z pokoju.
             Była noc, więc na korytarzu słabo paliły się szpitalne lampy. Przy recepcji paliła się tylko mała lampka.
             Gdy byliśmy niedaleko strażnika Hazza zostawił mnie i poszedł sprawdzić czy teren jest czysty. 
- Śpi.- powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
         
                           * * *

             Po wyjściu ze szpitala skierowaliśmy się w stronę lasu. A mi po drodze oczywiście się przysnęło.
- Jesteśmy na miejscu.- oznajmił Loczek.
- Mhmm...- Zaspana spojrzałam przed siebie.
             Moim oczom ukazała się bardzo stroma uliczka. Po obu jej stronach ciągnęły się rzędy małych i dużych domków. Przed każdym z nich na chodniku była duża, czarna i na swój sposób interesująca uliczna lampa. Lampy rzucały na domy, upiorne cienie. 
             Droga ta prowadziła do głównej ulicy, na której już był mały ruch.
             - To my nie idziemy do lasu.?
- Nie.
- Okłamałeś mnie.!- rzuciłam oskarżycielsko.
- Oj nie denerwuj się.
- Pff.....- prychnęłam.

- Ty nawet porządnie udawać zdenerwowanej nie umiesz. 
- Ja.!? wypraszam to sobie, ja nie udaję.- powiedziałam pewna siebie.
- Tak, a ja wierzę w Świętego Mikołaja.
- Tsssst.... Umiem dobrze udawać.
- Nie.
- Tak.?
- No niech ci będzie, że '' umiesz ''.- powiedział uśmiechnięty.
- Hah... To co planujesz, na tą niespodziankę.?
- Więc tak. Widzisz tą stromą uliczkę.?
- No raczej. I...?
- Zjeżdżamy na dół.- oznajmił z szerokim uśmiechem.
- No chyba nie.- rzuciłam lekko wystraszona.
- Boisz się.?- spytał ironicznie.
- Nie.
- Okej. To muszę usiąść ci na kolanach.
- Po co.?- spytałam się zdziwiona.
- Bo jak się wywalimy to spadniesz na mnie i nie ucierpisz za bardzo.- powiedział sadowiąc się wygodnie na moich kolanach.
- Harry to szaleństwo.!!!
              I w tej chwili Loczek pochylił się do przodu i zaczęliśmy zjeżdżać w dół. Na szczęście nie było tu żadnych samochodów. 
              Piszczałam strasznie, a Hazza zwyczajnie się ze mnie śmiał.
              Niebezpiecznie szybko zbliżaliśmy się do głównej ulicy.
- Harry, jak zahamujemy.?
- Nijak.
- Jak to nijak.!?- spytałam przerażona.
- Czekamy, aż wózek sam się zatrzyma.
- Idiota.!!- wrzasnęłam.
              I stało się wjechaliśmy na główną ulicę. Na szczęście były czerwone światła i przejechaliśmy między samochodami, co musiało przekomicznie wyglądać.
              Kierowcy, którzy czekali na zmianę światła, patrzyli na nas jak na uciekinierów szpitala psychiatrycznego ( nie dziwie im się ).
              Nagle na środku ulicy wózek się zatrzymał.
- Tylko nie to.!- krzyknęliśmy razem.
- Może byś coś zrobił.!- pogoniłam Harry'ego.
              Loczek szybko zeskoczył z moich kolan, złapał wózek i wyprowadził mnie z ulicy.
- Kiedy to powtarzamy.?
- Oooo... Jednak się komuś spodobało.- powiedział roześmiany Loczek.- Nie wiem. Teraz trzeba coś lepszego wymyślić.

                           * * *

              Do szpitala weszliśmy tylnym wejściem. Po cichu udaliśmy się do mojego pokoju.
              Kiedy już tam weszliśmy czekał tam na nas zaniepokojony tata.
- Dziecko, gdzie ty byłaś.?- spytał przytulając mnie.
- Na spacerze.- Okłamałam tatę.
- O tej porze.- spytał podejrzliwie.
- A tak.- odpowiedział za mnie Harry.
- A co ty tu robisz o tej porze.?- spytałam ojca.
- Przyszedłem zobaczyć jak się czuje moja ukochana córeczka tatusia.- powiedział całkiem poważnie.
- Serio tato.? Córeczka tatusia.?- spytałam.- Harry pora na ciebie.- powiedziałam do Loczka, bo czułam, że nie wytrzymuje ze śmiechu.
- Do zobaczenia jeszcze dziś.- Dał mi buziaka w polik po czym wyszedł.
- Co się tak patrzysz.? Może mi pomożesz, a nie.- powiedziałam do taty.
              Jak już leżałam w łóżku, a tata zasnął pomyślałam, że już nadeszła pora na to żeby sprawdzić czemu unika Silvii.

* Oczami Sylvii *

              - Lex...- powiedziałam cicho.
              Chłopak uśmiechnął się dziwnie.
- Witaj Silvio.- rzekł ojciec szatyna.
              Spojrzałam chłodno na mężczyznę. Już wiem po kim Lex odziedziczył wygląd i mrożący krew w żyłach, wzrok.
- Dzień dobry.- rzuciłam.
- Kochanie nie bądź niemiła...- powiedziała mama.
- Nie jestem.- odparłam z uśmiechem.
- Rozgośćcie się. Kolacja stoi w salonie.- oznajmiła moja rodzicielka z uśmiechem do '' gości ''.
- Dziękujemy Cristal.
              No nie.! Chyba śnię.! Mama ciepło przyjmuje wrogów w naszym domu.! Niedobrze mi się robi jak ich widzę. Po prostu nie mogę na nich patrzeć. Z przyjemnością bym ich rozszarpała.
              Usiadłam na swoim miejscu przy stole.
              Boże.! Dlaczego muszę tu być.!?

                          * * *

              Podczas kolacji Paul rzucał kiepskimi żartami np. że mam wilczy apetyt, bo ledwo zjadłam swoją porcję- po prostu krępowało mnie towarzystwo obcych Wilków w moim domu, dlatego nie jadłam.
- Więc...- zaczął Paul.
- Więc CO.?- zapytałam podejrzliwie.
             Mężczyzna spojrzał błagalnie na moich rodziców.
- Paul i Lex przyszli do nas w ważnej sprawie.- rzucił obojętnie mój tata.
- Otóż chodzi o zawarcie rozejmu... No wiesz kochanie... Zawieszenie broni.- mówiła mama.
- Wiem co to znaczy '' rozejm '' mamo. Tylko nie rozumiem po co ja mam tu siedzieć i słuchać tego wszystkiego...
             Nastała grobowa cisza, którą przerywał odgłos cykającego zegarka.
- Od wieków rozejm pieczętowany jest ślubem alf, ale twoja matka jest w związku, więc...- zaczął Paul.
- Więc ty, Silvio, będziesz musiała wyjść za mnie.- dokończył Lex wpatrując mi się w oczy z uśmiechem na twarzy.
- Ale kochanie. Jeszcze nie teraz.! Za parę lat, gdy osiągniesz pełną wilczą dojrzałość... Stworzycie nową watahę...
             Gwałtownie wstałam od stołu, przewracając krzesło.
- ŻE NIBY CO.!?- krzyknęłam.- Za 3 lata, a właściwie ponad 2 lata mam za niego - wskazałam na Lex'a.- wyjść.!? I tylko po to, by zawrzeć głupią zgodę.!? Chyba wszyscy powariowaliście.!
             Odeszłam od zgromadzonych, kierowałam się w stronę swojego pokoju.
             Usłyszałam odgłos odsuwanego krzesła.
- Nie ma sensu by do niej iść, droga Cristal. Niech sobie wszystko przemyśli. To dla niej niezrozumiałe. Jest jeszcze młoda i całe życie przed nią, a my ją stawiamy w takiej sytuacji.- mówił spokojnie Paul.
             Nie słuchałam ich rozmowy dłużej.
             Wbiegłam po schodach do pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Zsunęłam się po nich i usiadłam chowając twarz w dłoniach. Po moich policzkach płynęły słone wodospady.
             Jak oni mogą.? Przecież mam dopiero 17 lat, a za 3 lata mam stać z tym frajerem przy ślubnym kobiercu.!?
- Stuk.!!
             Podskoczyłam wystraszona dźwiękiem kamienia uderzającego w szybę.
             Podeszłam do okna i spojrzałam w dół.
- Seth.! Co ty tu robisz.?- zapytałam cicho otwierając okno.
- Przyszedłem z Paulem i Lex'em. To jest mój obowiązek strzec alf.- mówił.- Odsuń się od okna.
             Posłusznie cofnęłam się, a po chwili Seth stał w moim pokoju.
- Dlaczego płaczesz.- zapytał szatyn przytulając mnie.
             Wtuliłam się w jego tors, a po moich policzkach znowu zaczęły płynąć łzy.
- No już... Cii...- szeptał Seth.- Już wszystko dobrze.
- Wcale nie jest dobrze.! Za 3 lata mam wyjść za Lex'a w ramach rozejmu.! Gdzie ty tu widzisz coś dobrego.?
- Zgodzisz się.?
- A mam wybór.?- odpowiedziałam cicho szlochając.
             Seth przytulił mnie mocniej.
- Silvia.-
             Szatyn objął moją twarz swoimi dłońmi i otarł kciukami łzy. Spojrzałam mu w oczy.
- Silvia... Chciałbym wiedzieć... Czy ty coś do mnie czujesz.?
            Zamurowało mnie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
No i jest rozdział. Trochę czasu minęło od dodania poprzedniego rozdziału no, ale cóż xd. Teraz obniżamy trochę stawkę. xd Więc tak: 
6 komentarzy = NEXT.!!
Powodzenia.! ;)

środa, 21 maja 2014

Rozdział 22.

*Oczami Dalii*

             Obudziłam się nad ranem. Patrząc na słońce ustaliła, że jest wcześnie.
            Zauważyłam, że przy moim łóżku zasnął na taborecie tata.
- Wstawaj leniu.! - Szturchnęłam go w ramię.
- Ja wcale nie śpię. - Spojrzał na mnie. - Ja czuwam. - dodał widząc mój wzrok mówiący sarkastycznie "serio.?"
- No dobra, niech ci będzie, że " czuwasz". - powiedziałam robiąc w powietrzu cudzysłów.
- Jak się czujesz.? - spytał zatroskany.
- Jest dobrze. Ale jestem głodna. - powiedziałam kładąc ręce na wklęsły brzuch. - Daj mi coś do jedzenia.
- Na razie nie możesz. - Widząc moją niezadowoloną miną dodał. - Jesteś podłączona do kroplówki.
- Ehh... Co ci się stało w rękę.? - spytałam patrząc na jego zabandażowaną dłoń.
- To nic takiego. - powiedział z lekkim uśmiechem. - Mały konflikt z pewną osobą.
          Rozejrzałam się po pokoju szukając loczka.
- Gdzie jest Harry.? - zapytałam tatę.
- Twój Romeo poszedł po jakieś ubrania dla ciebie i inne rzeczy. - odparł z dziwnym uśmieszkiem.
- Mój Romeo, serio.?
- Myślisz, że jestem ślepy.? Więc mylisz się moja droga. - powiedział patrząc na mnie rozbawiony.
        Nagle ktoś cicho zapukał do drzwi.
- Proszę.!!
        Do pomieszczenia weszła Silvia.
- Hej. Nie przeszkadzam.? - spojrzała w stronę taty. - Dzień dobry. - rzuciła oschle.
         Ojciec spojrzał na nią i gwałtownie szeroko otworzył oczy.
- Dzień dobry. - odpowiedział szybko. Ja muszę iść... Yyy... Coś zjeść. - powiedział strasznie się jąkając.
           Dziwne. Dlatego tata wyraźnie unika towarzystwa Silvii.? Później się tym zajmę.
- Jak się czujesz.? - zapytała przyjaciółka gdy ojciec wyszedł.
- Już jest dobrze. A jak ty się czujesz.?
- Dobrze. - odparła rozmarzona.
- Co u Seth'a.? - zapytałam podejrzliwie.
- Jest ok. A czemu pytasz.?
- Tak sobie. - powiedziałam z tajemniczym uśmiechem.


                             * * * 

         Po godzinie rozmowy do pokoju wszedł Loczek.
- Hej dziewczyny. - przywitał się bardzo wesoły.
- Hej. Co ty taki w skowronkach.? - spytała Vi.
- Po drodze spotkałem Pauline.
- No i co.? - popędzała Vi.
- Kto to Pauline.? - Wtrąciłam się.
- Taka jedna pusta dziewczyna z mojej szkoły. - Widząc po mojej minie, że nie rozumiem dodała. - Ta, którą nawiedziłaś na meczu.
- Aaa... Ten pustak.
- No dobra, wracając so tematu... - zaczął Harry. - Kiedy ją spotkałem omijała mnie szerokim łukiem i wtedy... Haaaahaaahaaha... Walnęła... Hahahahaha. - Nie mógł z siebie wydusić żadnego słowa, co nas irytowało.
- No mów.! - powiedziałyśmy razem z Vi.
- No dobrze. I ona idąc patrzyła się na mnie i głową walnęła w lampę. Hahahaha. Po chwili podeszła do niej Katrin i jej pomogła wstać, a ja stałem tam i się śmiałem.
           Teraz wszyscy w pomieszczeniu się już śmiali. Widocznie za głośno.
         Do pokoju weszła zirytowana pielęgniarka.
- Można prosić o to, żebyście byli ciszej.?! - Już miała wyjść, ale odwróciła się i dodała - Musicie wyjść, ponieważ minęła już godzina odwiedzin, a poza tym pacjentka musi odpocząć. - Po tych słowach wyszła.
- No dobra. To hej. - pożegnała się Silvia.
- Do jutra. - oznajmił Harry.
- Pa wszystkim.
         Po wyjściu przyjaciół długo rozmyślałam nad tym, jak dowiedzieć się dlaczego tata tak reaguje na widok Vi.
         W końcu zasnęłam...


*Oczami Silvii*

            Szłam z Harry'm w ciszy przez biały korytarz. Po każdej stronie były podwójne drzwi do poszczególnych pomieszczeń i przedziałów. Pod ścianami, na krzesłach siedzieli chorzy ludzie.
- Jak wam się układa.? - zagadnęłam Harry'ego.
         Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Yyy... Dobrze. - odparł. - A ty i Seth.?
         Milczałam. Tak naprawdę nie wiedziałam co odpowiedzieć. Może, że się całowaliśmy.?!
-Ooo... Brawo.!! A tak na przyszłość - pilnuj swoich myśli. - powiedział uśmiechnięty Loczek.
        Poczułam gorące rumieńce na policzkach, przez co Harry zaczął się śmiać.
        Super.!!! Po prosty pięknie.
- Możesz mi opowiedzieć. - powiedział chłopak z szerokim uśmiechem.
- Spadaj. - powiedziałam wesoło.
- Mam ci pogrzebać w wspomnieniach.? - zaśmiał się podnosząc brew.
- Nie masz takiej mocy. - odparłam.
        Powoli zbliżaliśmy się do wyjścia ze szpitala. Przyciągnęłam zamyślonego Harry'ego do sobie, by nie zaliczył bliskiego spotkania ze ścianą.
- Za dużo myślisz. - powiedZiałam.
- Przynajmniej więcej od ciebie. - zaśmiał się.
        Na zewnątrz pożegnałam się z Harry'm przyjacielskim uściskiem i ruszyłam w swoją stronę. Do domu.


                                * * *

- Ale mamo.! Byłam wczoraj zmęczona. Myślisz, że takie siedzenie w celi bez jedzenia i picia nie wyczerpuje.?! - mówiłam zła do mamy.
           Jest zdenerwowana, bo wczoraj nie powiedziałam im, że wróciłam.
- Kochanie, my się o ciebie martwiliśmy. Mama przepłakała wszystkie noce, bo jej jedyna córka zniknęła bez śladu. - dodał łagodnie ojciec.
- PrzeprasZam was. Było późno, a wy pewnie już spaliście. Byłam zmęczona i szybko zasnęłam.
- Dobrze. Idź do pokoju, a ja zrobię kolację. Dziś będziemy mieć gości.! - powiedziała podekscytowana mama.
           Spojrzałam pytająco na rodziców.
- To niespodzianka. - dodała rodzicielka.
         Posłusznie poczłapałam do pokoju.
         Wzięłam prysznic, przebrałam się i upięłam włosy w wysokiego kucyka.
- Kochanie.!!! - krzyknęłam mama z.kuchni.
- IDĘ .!!!
         Zaczęłam powoli schodzić z uśmiechem po schodach gotowa, by przywitać się z Will'em.
         Gdy dotarłam do kuchni mój uśmiech automatycznie zniknął.
         Moje szczęki zacisnęły się na jego widok...

█████████████████████████████████████
Jak się podoba.? ^^
Przepraszamy za opóźnienia. Troszkę się porobiło w naszym życiu. ╮(╯_╰)╭
Zasada " 7 komentarzy = next " obowiązuje dalej ;)
Miłego weekendu ( + piątek) ツ
Pozdrawiamy.!!!!  ت

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 21 ;3

* Oczami Dalii *

             Siedziałam na zimnej ziemi opierając się o równie chłodną ścianę. 
              Patrzyłam na moje poparzone prądem dłonie. Było na nich pełno strupów i bąbli. 
             Moje myśli non stop uciekały do Harry'ego. Jak pomyślałam, że już nie zobaczę jego pięknego uśmiechu i tych zielonych tęczówek, to zaniosłam się znowu płaczem.
             Szybko i z całej siły ścisnęłam dłonie w pięści. Zacisnęłam też zęby z bólu, a z mojej dłoni pociekła mała strużka krwi.
             Wolałam ten ból niż miałabym znowu myśleć o Hazzie. Tylko to i tak nie pomogło bo ciągle myśli o nim wisiały na de mną niczym chmura deszczowa.
              Nagle na górze, podajże w salonie usłyszałam głośny dźwięk tłukącego się szkła. 
              Szybko zerwałam się z miejsca i byłam gotowa na wszytko, no dobra prawie na wszystko. 
              W pewnym momencie drzwi zaskrzypiały. Bałam się kogo i co tam zobaczę.  
              Zza żelaznych drzwi wyszła... Silvia.!!
- Vi to ty.!?- krzyknęłam zdziwiona. 
- Boże Dalia.! Jak ty wyglądasz. Co oni ci zrobili.!- powiedziała lekko przerażona.
              Już miałam odpowiedzieć, ale przerwał mi głos, którego tu się nie spodziewałam.
- A ty jeszcze w piżamie.?- powiedział Harry wchodząc do piwnicy.
- H...h...h... Harry.!?- krzyknęłam, a po mojej twarzy pociekły świeże łzy, ale tym razem były to łzy dużego szczęścia i wielkiej ulgi.- To ty żyjesz. 
- Jak widzisz jestem cały i zdrowy.- powiedział uśmiechnięty.- Za to ty wyglądasz jak pobity kościotrup.- dodał smutniejszym tonem.
              Nagle do pomieszczenia wszedł Carlos, a za nim jakiś szatyn.
- Dobra Seth łapiesz tu, a Carlos tu.- oznajmił Harry.
- Nawet nie próbujcie. Przecież to jest istny debilizm.!!- krzyknęłam w ich stronę, ale oni mnie wyraźnie nie słuchali.!!
- Na trzy. Raz... Dwa... TRZY.!!- wrzasnął Loczek, a wszyscy zaczęli napierać na kratę.
              Po chwili cała konstrukcja zaczęła wpadać do środka, a ja przylgnęłam do ściany.
              Zorientowałam się, że cela jest za mała i pręty spadną na ścianę.Szybko kucnęłam, a krata zatrzymała się nad moją głową.
              Harry wcisnął się do środka i z niezadowoleniem pokręcił głową, po czym spojrzał najpierw na szatyna, a potem na Carlosa. 
- No co tak stoicie jak słupy soli.? Niech mi któryś pomoże, a nie. 
             Pierwszy zareagował szatyni przecisnął się do celi naprzeciwko Hazzy. 
- Okej to  na trzy. Raz... Dwa... Trzy.!- powiedział Lokaty po czym obydwoje odepchnęli konstrukcję do tyłu. 
            Szybko wstałam i wtuliłam się z całych sił w Harry'ego. Chłopak szybko odwzajemnił uścisk. Trochę za mocno.!! 
- Harry... duszę ... się...- wydyszałam z uśmiechem.
- Tak się martwiłem.- powiedział podnosząc mi głowę do góry. 
            Podniósł również moją dłoń, a ja cicho jęknęłam z bólu.
- On ci to zrobił.?
- Nie.- odpowiedziałam cicho.
- To skąd te strupy i bąble na twoich dłoniach.?- spytał.
- Stąd, że nie mogłam znieść myśli, że nie żyjesz.- Widziałam po jego minie , że nie za bardzo mnie rozumie.- Chciałam popełnić samobójstwo.- powiedziałam szybko.
           Po moich słowach na twarzy Loczka spłynęły powoli dwie pojedyncze łzy.
- Do czego oni doprowadzili.- powiedział przytulając mnie mocniej.
- Ekhem.- odchrząknęła znacząco Silvia.
           Odsunęłam się od Hazzy i przytuliłam przyjaciółkę.
- Dziękuję.- szepnęłam jej do ucha.
- Nie ma za co.
           Kiedy chciałam odejść Vi mnie zatrzymała.
- Nie puszczę cię tak łatwo.- zaśmiała się.
- Hahaha... brakowało mi tego.- powiedziałam po czym mocniej ją uścisnęłam.
           Jak już się od siebie odkleiłyśmy to podeszłam do Carlosa.
- Dzięki.- powiedziałam przytulając bruneta.
           Następnie podreptałam do szatyna.
- Seth.- przedstawił się.
- Dalia.- powiedziałam po czym cmoknęłam go w polik.- Dziękuje.- podziękowałam zaskoczonemu Seth'owi.
           Chłopak spojrzał z aprobatą na wyraźnie zazdrosnego Harry'ego.
- Ooo... Ktoś tu chyba jest zazdrosny.- zaczął szatyn.- Harruś nie dostał buziaka hahahha....- zaśmiał się Seth.- Jesteś na to za słaby. Nawet nędznej kraty nie umiesz porządnie popchnąć. Hahahahahahha...
           Roześmiana podeszłam do Hazzy i powstrzymałam go od rzucenia się na roześmianego szatyna.
- No chodź tu.- powiedziałam wstając na palcach.
           Po tych słowach poczułam jego niesamowite usta na moich. Z wielką chęcią odwzajemniłam pocałunek. Po chwili Harry objął moją talię swoimi ramionami i uniósł mnie do góry, a ja położyłam mu ręce na ramionach. I w ten o to sposób nasz niewinny całus przerodził się w namiętny pocałunek. Ten był o 100 razy lepszy od tego '' pierwszego ''.
           Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Harry zasłonił dłońmi policzki.
- Tylko nie bij.- powiedział szybko, ale z uśmiechem.
- Zastanowię się.- powiedziałam do niego, ze wzrokiem, który oznacza: '' jeszcze zobaczymy ''.
- No dobra dzieciaki. Czas do domu.- oznajmił Carlos.- Tata się martwi.
- Ona nie idzie do Piekła, w takim stanie nie da rady się przemienić.- oznajmił szybko Harry.- Zaprowadzę cię do miejscowego szpitala.- dodał patrząc na mnie.

* Oczami Sylvii* 

            Harry zajął się Dalią, Gdy ją zobaczyłam myślałam, że własnoręcznie zabiję Conora. Przecież ona wyglądała jak chodząca śmierć.! Wszędzie było widać kości i ścięgna. 
            Seth zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Nie za bardzo cieszyłam się na wiadomość, że mam tam wracać. Wszędzie tajemnice.
            Szliśmy w ciszy ( w wilczej postaci ) przez las.
            Zachodzące słońce przebijało się przez liściaste korony drzew, a ptaki śpiewały swoją ulubioną melodię. Od czasu do czasu gdzie nie gdzie wyskakiwały sarny, wiewiórki lub króliki.
                         
                                * * *

             Byliśmy prawie na terenie naszej watahy.
             Niezręczną ciszę przerwał głos Seth'a w mojej głowie.
- Wszystko prze ze mnie. Gdybym nie podrzucił ci tej kartki, to byś nie trafiła do zamku.
- Nie możesz się obwiniać. Przecież nawet nie wiedziałeś czy przyjdę.- odpowiedziałam 
             Chłopak zatrzymał się i spojrzał mi w oczy
- Byłem pewny, że nie przyjdziesz. ale czekałem na ciebie, miałem trochę nadziei. Kiedy już chciałem pójść, nawet zmieniłem postać, ale zatrzymał mnie twój krzyk w mojej głowie.- spuścił wzrok.- To moja wina, bo nie zdążyłem, bo cię tam ściągnąłem. Zawiodłem cię. Mówiłem, że możesz na mnie liczyć.- spojrzał na mnie, ale ja nie potrafiłam spojrzeć na niego.
             Seth zmienił postać i klęknął przede mną. Podniósł delikatnie moją wilczą głowę, żebym spojrzała mu w oczy.
- Wybaczysz mi.?- zapytał.
             Ja również zmieniłam postać.
- Nie mam ci czego wybaczać.- Uśmiechnęłam się lekko do niego i poczułam, że po moim policzku spływa pojedyncza łza.
             Otarłam ją wierzchem dłoni i przytuliłam Seth'a. Chłopak odwzajemnił uścisk.
             Po krótkiej chwili oderwaliśmy się od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy.
             W pewnym momencie poczułam ciepłe usta Seth'a na moich. Szatyn delikatnie musnął moje wargi. Nie protestowałam, więc chłopak chłopak pogłębił całusa, który przerodził się w namiętny pocałunek. Po moim ciele rozlał się gorący żar, a moje serce biło jakby oszalało.
             Gdy oderwaliśmy się od siebie oboje byliśmy speszeni i nie wiedzieliśmy co zrobić.
- Więc... Będę już szła.- powiedziałam
- Ja też.- mówił.- Uważaj na siebie.- dodał z delikatnym uśmiechem,
- Ty też uważaj Seth.- Zmieniłam postać i pobiegłam w swoją stronę.
             Całą drogę myślałam o naszym pocałunku. Gdy to sobie przypomniałam moje serce przyspieszyło.

                              * * *

             Gdy dotarłam do domu zrobiłam napad na lodówkę. Byłam STRASZNIE GŁODNA.!! 
             Najedzona wróciłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, po chwili zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to jest już 21 rozdział. Wyszedł troszkę dłuższy od pozostałych, ale myślę, że raczej się to wam spodoba. 
Okej teraz podnosimy poprzeczkę 
7 komentarzy = NEXT.!! 
Powodzenia dziewczyny  jak tyle osób czyta to problemu nie powinno być ;) Miłego weekendu, który na szczęście już jutro po szkole się zaczyna ;3

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 20.

*Oczami Dalii*
          Pewnym krokiem podeszłam do krat. Chwilę się wahałam, ale motywowała mnie myśl, że będę z Harry'm.
         Szybko złapałam za pręty i zacisnęłam szczęki z bólu. Przez moje ciało przechodziły miliony fal prądu, ale zawzięcie trzymałam.
         Po dłuższej chwili straciłam przytomność...

*Oczami Harry'ego*
        Myślami ciągle uciekłem do Dalii. Mam wielką nadzieję, że nic jej nie jest. Jeżeli ten debil Conor coś zrobi Dalii, to idiota nie ma już skrzydeł.
           Pomyślałem, że wyślę jej telepatycznie wiadomość, tylko nie wiem, jak zareaguje. Przecież ja "nie żyję".

- Dalia, idziemy po ciebie. Proszę kochanie nie rób nic głupiego. Znajdź siłę w sobie i wytrzymaj jeszcze troszkę.
- Halo, Harry.! Czy ty w ogóle funkcjonujesz.? - zapytał bez uczuć Seth.
- Nie, tak, nie wiem. - odpowiedziałem szybko.
- Nie martw się tak o nią. Będzie dobrze. - powiedziała pocieszająco Silvia wymuszając uśmiech.
- Mam taką nadzieję. Poproszę Carlosa o pomoc. Wezwę go.
- Okej. - powiedzieli równo moi towarzysze.

- Carlos. Słuchaj. Masz ruszyć ten tłusty tyłek i mi pomoż.!
- W...? - odpowiedział szybko Łowca.
- W odbiciu Dalii. Będą z nami Seth i Silvia - Wilki.
-Okeej... Już biegnę, tylko powiadomię Szefa. - oznajmił.
- Nie.! Ja to zrobię. Nie marnuj czasu. Spotkamy się gdzieś w parku w Coldwater. - powiedziałem zrywając połączenie.
          Szukałem myślami połączenia z Lucyferem.

- Lucyferze, biorę Carlosa i idziemy po Dalię.
- Gdzie ona jest.?! - spytał natychmiastowo z nadzieją.
- U Conor'a.
- Skąd wiesz.?! - zapytał zdziwiony.
- Od Damona. On ją mu dostarczył.
- Dobra, idźcie już po nią. Ja idę się rozprawić z tą fałszywą małpą. - oznajmił wściekły Lucyfer.
- Już się robi.
         Las już powoli się przerzedzał.
- W mieście dołączy do nas Carlos. Jest tak jak ja Łowcą.- oznajmiłem Seth'owi i Silvii.
- Jeśli on rzuci się na S... nas, to wam obu nogi z dupy powyrywam. - rzucił ostro Seth.

*Oczami Silvii*
         Szliśmy ulicami Coldwater. W parku dołączył do nas Carlos.
          Harry'emu powrócił humor, ale pewnie obmyślał w głowie plan odbicia Dalii.
          Ciągle nie mogę sobie wybaczyć, że tak szybko dałam Conor'owi wyciągnąć ją z celi.
           Seth spojrzał na mnie pytająco. Błyskawicznie uśmiechnęłam się, by zasłonić smutek, który dobijał mnie od wewnątrz.
- Już niedaleko. Kilka przecznic i będziemy na miejscu. - powiedział Harry.
         Skręciliśmy w lewo w wąska, długą uliczkę. Dlaczego mam takiego pecha.?!
            Z przeciwnej strony szły szkolne cheerliderki, które chichotały jak hieny.
             Pauline, gdy mnie zobaczyła w towarzystwie trzech przystojnych chłopców, uderzyła Katrin w ramię i "bardzo dyskretnie" wskazała na nas palcem. Dziewczyna otworzyła usta i po chwili je zamknęła.
           Chłopcy spojrzeli na mnie z miną pytającą " O co im chodzi.? " W odpowiedzi wzruszyłam ramionami, by nie musieć im tego tłumaczyć.
         Cheerliderki zaczęły się uśmiechać i puszczać oczka do chłopaków. Uliczka była za wąska dla nas wszystkich.
         Poczułam, że wszystkie moje mięśnie się napinają.

- Co się tak spinasz.? Wyluzuj. - usłyszałam wesoły głos Carlosa w mojej głowie.
           Dziewczyny z każdy kolejnym krokiem coraz bardziej rozsuwały się na całą szerokość przecznicy.
         Seth, Carlos i Harry przesunęli się do mnie, przez co czułam się bardzo dziwnie i niezręcznie.
            Gdy mijaliśmy cheerliderki chłopaki chyba wyczuli zmianę w moim zachowaniu, więc promiennie się uśmiechając postawili dziewczynom "haki" pod nogi.
          Pauline i Katrin upadły z głośnym hukiem na ziemię.
            Wszyscy spojrzeliśmy na leżące na ziemi brunetki. Ja i chłopcy wybuchnęliśmy donośnym śmiechem.
- Jesteście najlepsi.!! - powiedziałam roześmianym głosem do chłopaków gdy się oddaliśmy.

***
          Doszliśmy na miejsce. Staliśmy przed budynkiem na obrzeżach miasta.
        Dom był duży i biały. W oknach było widać tylko firanki.
         Po moich plecach przebiegły nieprzyjemne dreszcze...

------------------------------
Hej.!! Jak wam się podoba.? Wiem, wiem. Krótki, ale musimy rozplanować wydarzenia. ;)
Od dziś będziemy dodawać kolejne rozdziały, gdy pod postem znajdą się minimum 4 komentarze. Naprawdę nam na nich zależy, bo po co będziemy wymyślać kolejne rozdziały, skoro nikt tego nie czyta.
To tyle od nas.
Pozdrawiamy i życzymy powodzenia w szkole ;D

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 19.

* oczami Sylvii * 

                - Harry.? Ile razy mam się jeszcze pytać.!- powiedziałam- O czym tak intensywnie myślisz.?
- Tak, tak. Już niedaleko.- odpowiedział bez zastanowienia. 
                Szliśmy ( w ludzkiej postaci ) za Harry'm od godziny. Nie odezwał się do nas słowem, aż do teraz.
                Seth ( wyraźnie rozbawiony sytuacją ) popchnął zamyślonego bruneta. Chłopak z impetem walnął głową w drzewo i upadł na ziemię.
                Szatyn nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
- Seth.!- spojrzałam na niego surowo.
- Oj przestań. Dobrze mu to zrobi.
               Pomogłam Harry'emu wstać. Chłopak spojrzał na mnie wdzięcznie i zwrócił się do Seth'a.
- Dalej jesteś zazdrosny.?- wskazał na mnie. - Myślałem, że już to sobie wyjaśniliśmy. - po chwili dodał.- Ooo... już wiem co jest grane.!- poruszył zabawnie brwiami.
               Seth rzucił się na Harry'ego z pięściami. Oboje sturlali się po zboczu górki i zniknęli mi z oczu.
- Z nimi, to jak z dziećmi.- westchnęłam i ruszyłam przed siebie.

* Oczami Dalii * 

               Obudziłam się na fotelu w jasnym pokoju.
               Ściany były koloru beżowego, a meble miały odcień kawy z mlekiem. Fotel na, którym siedziałam był skórzany i bardzo wygodny.
              Na drugim końcu pokoju siedział Conor wpatrując się we mnie.
- Czego chcesz.?- spytałam wrogo.
- Niczego. Pomyślałem, że nie miło się siedzi w celi.- powiedział z... czułością.!?
- Hahahaha... Takie bydlaki jak ty nie robią nic dobrego.- wyśmiałam go.
- Ludzie się zmieniają Dalio.- powiedział spokojnie.
- Właśnie ludzie, nie istoty nadnaturalne. Więc mów czego chcesz.!- podniosłam głos.
               Conor podniósł swoje cztery litery i podszedł do mnie.
               Położył dłonie na oparciu fotela i niebezpiecznie zbliżył swoją twarz do mojej. Co on kombinuje.? 
               Nagle poczułam jego zimne usta na moich. No nie.! Teraz to ten idiota przesadził.!! Za nic w życiu nie miałam zamiaru odwzajemniać jego '' pocałunku ''
               Wykorzystałam chwilę, jego nieuwagi i odepchnęłam go od siebie z całej siły.

               Conor poleciał na szklany stół, który o dziwo nie roztrzaskał się. Szybko rzuciłam się do wyjścia. Kopniakiem otworzyłam drzwi. Musiałam wybrać czy skręcam w prawo czy w lewo.
               Szybko skręciłam w prawo. Były tam tylko jedne drzwi i do tego zamknięte. 
- Zły wybór złotko.- Usłyszałam za sobą oschły głos.
               Conor odwrócił mnie tak, że byłam twarzą do niego. Złapał mnie za szyję i uniósł do góry.
- Mów gdzie jest Archanioł Stella.!
- O Stelli nie ma.? I dobrze wam tak.!
- Mów gdzie ona jest.!- wrzasnął potrząsając mną.
- Nie wiem.!
               W tej chwili Archanioł zamachnął się i poczułam potężne uderzenie w żuchwę.
               Conor mnie puścił i poleciałam za ziemię. Zaczęłam pluć krwią na jego stopy i białe spodnie.
               Skrzydlaty frajer złapał mnie za włosy i zaczął iść w stronę piwnicy nie zważając na moje wrzaski. 
              Kiedy dotarliśmy do piwnicy idiota uniósł mnie za loki tak, że spojrzałam mu w oczy. Wykorzystałam moment i naplułam mu na twarz. Conor spojrzał na mnie z furią w oczach.
- A teraz nędzna szmato już NIGDY stąd nie wyjdziesz.!- oznajmił wściekły.- Zdechniesz tu z głodu.
             Wrzucił mnie niedbale do celi i odszedł, a ja zaniosłam się płaczem.
             Rozważałam myśli o samobójstwie poprzez zbyt długie trzymanie krat. 
             Podjęłam już decyzję...

                     <<~~>>
I co sądzicie o tym rozdziale.? Miałam go wpisać wcześniej, ale nie było czasu bo trzeba było się uczyć ;(. Pamiętajcie prosta zasadę czytasz=komentujesz. Bardzo dziękujemy tym dziewczynom co na bieżąco czytają i komentują naszego bloga. Troszkę krótki wyszedł. No niestety jakoś tak. xd  Pozdrawiamy ;)